Czytasz wypowiedzi wyszukane dla słów: Problemy jakości Gazeta





Temat: analogi insuliny nie będą refundowane
Z ogromną uwagą przeczytałam dodatek do gazety
Rzeczpospolita „Cukrzyca – edukować, leczyć, liczyć”, który
opublikowali Państwo w piątek 11 września 2009r. Przedstawili
Państwo opinie i poglądy ekspertów oraz przedstawiciela Ministerstwa
Zdrowia – Marka Twardowskiego na temat właściwego leczenia cukrzycy.
Niestety zlekceważyli Państwo całkowicie zdanie pacjentów.
Przygotowali obszerny kilkustronicowy materiał
i pominęli opinie osób, których problem cukrzycy bezpośrednio
dotyczy. Czy Nasze zdanie nic dla Pana nie znaczy? Czy jako chorzy
jesteśmy ludźmi „gorszej kategorii” i nie mamy prawa decydować o
własnym leczeniu i uczestniczyć w dyskusji na temat prawidłowej
opieki medycznej?
Już od siedmiu lat słuchamy obietnic dotyczących wprowadzenia
analogów długodziałąjących na listy leków refundowanych. Na początku
roku Pani Minister Ewa Kopacz zapowiedziała, że analogi znajdą się
na liście leków refundowanych w lipcu br., a Pan Minister Twardowski
to potwierdził… My, ludzie chorzy na nieuleczalną chorobę,
uwierzyliśmy, że po latach starań RZĄD, który do tej pory był głuchy
na Nasze potrzeby, wysłuchał Nas i wreszcie przestaniemy być jedynym
krajem Unii Europejskiej, w którym te analogi nie są refundowane!
Niestety, na początku września Ministerstwo Zdrowia poinformowało,
że długodziałające analogi insuliny nie znajdą się na listach
refundacyjnych. W wypowiedzi dla Polskiej Agencji Prasowej,
przedstawiciel Biura Prasy i Promocji Ministerstwa Zdrowia
stwierdził, że na decyzję tę wpłynęły „w szczególności możliwości
finansowe Narodowego Funduszu Zdrowia oraz doniesienia o możliwych
działaniach ubocznych stosowania jednego z długodziałających
analogów insuliny". Polskie Towarzystwo Diabetologiczne nie ma
jednak wątpliwości. Profesor Władysław Grzeszczak, prezes PTD
przypomina, że Europejska Agencja ds. Leków (EMEA), po wnikliwej
analizie przedstawionych wyników badań, podtrzymała swoją pierwotną
opinię o bezpieczeństwie długodziałających analogów insuliny.
Przeprowadzono ogółem, aż cztery analizy rejestrowe odnoszące się do
wspomnianych badań. Stwierdzono znaczne ograniczenia metodologiczne,
niespójność wyników oraz niemożność sformułowania wniosków
dotyczących potencjalnego związku między stosowaniem
długodziałających insulin analogów ze zwiększonym ryzykiem
zachorowania na nowotwory. Długodziałające analogi insuliny
otrzymały również pozytywne rekomendacje Agencji Oceny Technologii
Medycznych (dn. 8 grudnia 2008) świadczące
o udokumentowanej skuteczności, bezpieczeństwie i korzyściach
terapeutycznych
dla pacjentów oraz pełnej zasadności (również ekonomicznej)
umieszczenia ich w wykazach leków refundowanych. Warto też
zaznaczyć, że żaden z krajów Unii Europejskiej nie wycofał z listy
refundacyjnych analogów insulin długodziałających po doniesieniach o
domniemanym zagrożeniu kancerogennością.
Ponadto skandaliczne jest odmówienie pacjentom częściowej refundacji
leków. Projekt przewidywał przecież wprowadzenie refundacji analogów
insuliny ludzkiej do limitu wyznaczonego przez cenę insuliny
ludzkiej. Tak więc Państwo nie byłoby obciążone dodatkowymi kosztami
ponieważ pacjent z własnej kieszeni dopłacałby różnicę między ceną
obecnych leków, a droższymi analogami insuliny.
Jakie w tym przypadku ma być nasze odczucie jako Pacjentów? Od wielu
lat Nasze potrzeby są bagatelizowane i umniejszane. Decydenci
składają obietnice bez pokrycia. Kiedy wreszcie nasze głosy zostaną
wysłuchane? Nam chodzi tylko o jedno - o Nasze życie! Mamy prawo
do skutecznego i bezpiecznego leczenia, które ochroni nas przed
wieloma poważnymi powikłaniami. Przecież dzięki odpowiedniemu,
nowoczesnemu leczeniu nasza jakość życia może nie różnić się od
jakość życia osób zdrowych. Możemy przez wiele lat być aktywnymi i w
pełni wartościowymi ludźmi – uczyć się, pracować, realizować swoje
plany.
Chcemy mieć wybór i możliwości korzystania z najnowszych terapii,
które gwarantują nam bezpieczeństwo, chronią przed poważnymi
powikłaniami cukrzycy oraz pozwalają normalnie żyć!
Jestem świadoma ogromnej roli edukacji w profilaktyce cukrzycy i
cieszę się, że tyle miejsca poświecili , aby opisać korzyści płynące
ze stworzenia narodowego programu edukacji w cukrzycy. Jednak
potrzeba edukacji nie może stać się zastępstwem leczenia, które już
dziś może pomóc pacjentom. W związku z powyższym jestem oburzona, że
opiniotwórcza gazeta jaką jest Rzeczpospolita, zamieszcza materiał,
który jest jednostronny i pomija opinie Pacjentów. Przecież jako
dziennikarze powinni obiektywnie i rzetelnie przedstawić problem, z
jakim na co dzień zmaga się ponad 2,5 miliona Polaków.





Temat: Nauka rosyjskiego w Internecie - NOWA JAKOŚĆ
Nauka rosyjskiego w Internecie - NOWA JAKOŚĆ
W Internecie istnieje wiele stron ze słownictwem, zwrotami oraz z możliwością
odsłuchania ich w różnych językach. Są one
zróżnicowane pod względem poziomu uczącego się, jak również rozróżnione
tematycznie. Jest jednak małe ale... Odsłuchuje się lekcję, czyta tekst
dialogu, czyta się podane słówka i ich tłumaczenie i...
Nie ma specjalnie możliwości aktywnego(!) uczenia się zawartego na stronach
materiału.
Między innymi na własne potrzeby stworzyłem program do nauki zawartych tam
zwrotów, działający na stronie internetowej, który daje zupełnie nowe
możliwości pod względem nauki w Internecie:
- pozwala na zebranie w jednym pliku tekstu dialogu czy innego tekstu
- zapisuje plik dźwiękowy lekcji czy audycji
- pozwala na zapisanie tych zwrotów i ich tłumaczeń oraz DŹWIĘKÓW (nagrań),
których chcemy się uczyć
po to, by można je było ćwiczyć interaktywnie
- pozwala na testowanie zdobytej wiedzy.

Kolejność działań:
1. Otwieramy program do nauki słówek
pryczkowski.topcities.com/_naukaSlowek33/0033slowa.html
2. Otwieramy okno z plikami do edycji "pliki do edycji"

3. Np. otwieramy stronę "Conversational Dutch Survival Phrases"
www.learn-dutch-language-software.com/phrases/FSDutch.htm
4. Ustawiamy kursor na wyrażeniu (kolor niebieski) np. Goede morgen.
zaznaczamy "copy link location" ewentualnie "kopiuj skrót". Przechodzimy do
okna "programu", gdzie klikamy w klawisz 'wklej' w 1 wierszu tabeli (taki sam
jak w Wordzie i innych programach). Nagranie zostało zapisane. W okienku
wiersza wpisujemy "Goede morgen", a w drugiej komórce "Dzień dobry"

5. WAŻNE! Po zapełnieniu zwrotami, ich tłumaczeniami i wklejeniu odpowiednio
linków do plików dźwiękowych ZAPISUJEMY!!! dane za pomocą czerwonego klawisza
"Zapisz dane"
6. Zamykamy okno edycji "Zamknij okno".
7. I możemy rozpocząć właściwe korzystanie z programu do nauki:
a) klikamy klawisz nr 1 - okno do nauki wypełnia się danymi wcześniej
wpisanymi - co na razie nie będzie widoczne

Możemy teraz uczyć się i testować na np. klikając w głośnik i sprawdzać jak
zrozumieliśmy usłyszany tekst.

b) ewentualnie wybrać "w którą stronę" chcemy powtarzać i uczyć się
język1-język2 lub
język2-język1, wspomagając się plikami dźwiękowymi

Program działa w IE+5. Wskazane jest posiadanie RealPlayer do odtwarzania
plików dźwiękowych, który można ściągnąć ze strony
www.real.com/freeplayer/?rppr=rnwk
Program do nauki słówek 3.3 zawiera 40 plików, więc łącznie 400 zwrotów

Trochę informacji dodatkowych można znaleźć w "instrukcji" na stronie.
Posługiwanie się programem nie sprawiało problemów przy pokazywaniu go różnym
ludziom i udzielając instrukcji na bieżąco, jednak nie jestem do końca
przekonany czy opisywanie działania programu tak jak teraz to robię jest
wystarczajaco czytelne.
Bardzo chętnie udzielę wskazówek, jeżeli ktoś będzie sobie tego życzył (adres
znajduje się na stronie).

Proszę mi wierzyć- stron językowych, z których można korzystać w ten sposób
są niesamowite ilości.
Inny sposób w jaki można wykorzystać ten program jest opisany na stronie:
forum.gazeta.pl/forum/72,2.html?f=517&w=17455939&a=17455939

Pozdrawiam i proszę o komentarze
Andrzej






Temat: szkolnictwo
szkolnictwo
Natomiast obok tych niewątpliwie bardzo ważnych spraw dzieją się też inne
ważne rzeczy dotyczące funkcjonowania istotnej dla miasta
dziedziny życia szkolnictwa , w tym szkolnictwa gimnazjalnego. Sprawa jest na
czasie , bowiem odbywają się egzaminy w gimnazjach.
Oprócz egzaminów, które kończą cykl nauczania, miała miejsce rekrutacja do
gimnazjów oraz odbywa się proces dostosowywania ilości nauczycieli do ilości
uczniów, którzy będą pobierali naukę w przyszłym roku szkolnym.
Dla jedynego gimnazjów znajdującego się na największym, około 25 tysięcznym
osiedlu mieszkaniowym w Bełchatowie tj. Osiedlu Dolnośląskim bardzo niski
nabór młodzieży oznacza postępujące w szybkim tempie ograniczenie skali
działalności szkoły, co w szybkim tempie może doprowadzić do likwidacji
jedynej szkoły ponadpodstawowej na tymże Osiedlu.Powie ktoś, że to
nieprawda.Ale jak wytłumaczyć z ekonomicznego punktu widzenia możliwość
funkcjonowania szkoły, w której w doskonałych warunkach lokalowych może uczyć
się około 1000 osób, a wkrótce uczyć się będzie w niej około 500 osób.
A może o to, tj. o likwidację szkoły, chodzi; obiekt jest atrakcyjnie
położony pośrodku Osiedla, przy nowym parku osiedlowym i miejskich kortach
tenisowych, z dobrym dojazdem i parkingami w pobliżu, z dala od intensywnego
ruchu, obiekt jest stosunkowo nowy i posiada dobre zaplecze sportowe( hala,
boiska) oraz duży teren wokół szkoły.
Podnoszone mogą być argumenty; dobrze im tak - źle uczą i wychowują to sami
sobie i miastu stworzyli problem.
A przecież, zwłaszcza w tej materii jest sprawa wyjątkowo złożona, ponieważ
rodzic bądź dziecko podejmujące decyzję o wyborze szkoły nie posiada zbyt
dużej ilości informacji na temat jakości pracy szkół w mieście; przy
dokonywaniu takich wyborów ludzie kierują się modą, zasłyszanymi plotkami,
akcjami medialnymi( taka akcja miała miejsce w 2003 roku ze strony gazety
lokalnej i doprowadziła do likwidacji w szkole tzw. klas uzawodowionych dla
mało zdolnej młodzieży, która to młodzież musi dojeżdżać do Piotrkowa Tryb.),
opiniami dyrektorów i nauczycieli szkół podstawowych, współpracą ze szkołami
podstawowymi, co jest szczególnie łatwe, gdy gimnazjum i szkoła podstawowa
znajdują się na tej samej posesji (większość przypadków w mieście- nie
dotyczy to gimnazjum na Osiedlu).
I nie ma w tym przypadku znaczenia , że szkoła ma doskonałe warunki lokalowe
i uczy na jedną zmianę ( co w przypadku sąsiednich, tzw." renomowanych" szkół-
2 zmiany), przy braku tłoku w szkole nie ma problemów wychowawczych(opinia o
szkole w tym zakresie mogła być ukształtowana w przeszłości przy
przeładowaniu szkoły- miniony wyż) , uczniowie tegoż gimnazjum zajmują
czołowe lokaty w konkursach przedmiotowych szczebla wojewódzkiego( finaliści
lub laureaci w 7 konkursach na 10, podczas gdy z najmodniejszego gimnazjum w
mieście, podbierającego najzdolniejszą młodzież spoza swojego rejonu-
finaliści i laureaci w 8 na 10 konkursów), nauczyciele mający świadomość
zagrożenia utratą pracy wykazują większe zaangażowanie w pracę i podnoszenie
kwalifikacji zawodowych niż w sąsiednich szkołach, szkoła prowadzi zajęcia
pozalekcyjne i akcje na rzecz miasta oraz ma osiągnięcia sportowe.
O poruszonej powyżej jakości kadry nauczycielskiej świadczy chociażby to, żę
z uwagi na niski nabór do szkoły zwalniani są nauczyciele z wieloletnim
stażem, posiadający wysokie kwalifikacje , dokształcający się , którzy
wcześniej już posiedli pełne wykształcenie uniwersyteckie i stopnie awansu
zawodowego - nauczyciel mianowany bądź dyplomowany.
Bierna postawa władz odpowiedzialnych w mieście za oświatę, które nie mają
spójnej wizji jej funkcjonowania ( w dobie komputerów można przecież określić
z dokładnością do jednego ucznia ilość osób podejmujących naukę w roczniku i
podjąć odpowiedni program działań) powoduje,że niweczony jest zapał ludzi
oraz nie wykorzystana jest dobra baza materialna.



Temat: Khandro Rinpocze a 17. Karmapa
efcia25 napisała:

> Czyli, jak rozumiem, problemem nie byłaby dla ciebie Khandro Rinpocze
> tylko ludzie wspoluczestniczący w inicjacji?
>
Nie do końca. Chodzi również o nauczycieli, z którymi są ci ludzie związani.
Szczególnie o Tai Situ.

Sama Khandro Rinpocze nie byłaby dla mnie "problemem", jeśli można się tak za
Tobą wyrazić :-)

> Wydawało mi się że buddysta praktykując drogę bohisatwy powinien
> dązyc do nawiazania związkow karmicznych z jak największą liczbą istot,
> zeby im potem pomagać.
>
Zgadza się. Tyle, że pewne związki mogą mieć to do siebie, że wcześniej lub
później tę dojrzewającą motywację bodhisattwy rozpuszczą, jeśli delikwent
porwie się z motyką na księżyc. Jak już wspomniałem tutaj:
forum.gazeta.pl/forum/72,2.html?f=12346&w=34622587&a=55106265
jakość związków karmicznych tworzących się podczas wspólnych inicjacji
tantrycznych ma w moim przekonaniu o wiele bardziej doniosły dla praktyki
charakter, i związki te mogą okazać się dla niej niekorzystne.

> Pozatym na inicjacji udzielanej przez każdego nauczyciela
> może zjawić się ktoś kto lamy Ole nie lubi czy po prostu
> nie zgadza sie z nim w jakiejs kwestii
>
W przypadku inicjacji prowadzonych przez jednych nauczycieli taka możliwość
jest większa, w przypadku innych mniejsza. Pisząc o osobach, których stosunek
do wymienionych przeze mnie lamów jest "delikatnie mówiąc negatywny" nie miałem
na myśli tego, że ktoś Olego (bądź Szamarpy, Karmapy Taje Dordże itp...) nie
lubi bądź się z nim nie zgadza w tej czy innej sprawie. Chodzi raczej o rodzaj
lekceważenia, czy nawet w niektórych przypadkach o otwartą wrogość.

> Na forum E-Sangha wyczytalam ze za lamą ole nie przepadają niektorzy ludzie
> związani z klasztorami we francji wspierającymi Thaje Dordże wiec z tego
> co piszesz do inicjacji od Dzigme Rinpocze tez przyjmowac nie powinienned
>
Tu nie chodzi o to, czy ktoś lubi czy nie lubi mojego nauczyciela. Poza tym o
czym wspomniałem wyżej, chodzi również o to na ile ja sam mam zaufanie do
nauczycieli, z którymi są blisko związani ludzie biorący udział w inicjacji.

Oczywiście, może być taka sytuacja, że na inicjację udzielaną przez Szamarpę
czy Karmapę Taje Dordże, przyjdzie ktoś związany z Tai Situ. Ale po pierwsze
jest to sytuacja mało prawdopodobna, po drugie nawet jeśli takie osoby się
pojawią to będzie ich raczej niewiele, po trzecie będąc nieświadomym wszystkich
okoliczności rezultat karmiczny będzie na pewno słabszy niż wtedy, kiedy
udałbym się na inicjację z pełną świadomością i pewnością tego, że będzie tam
wielu ludzi związanych z Tai Situ.

jw
=================================
CyberSangha - buddyzm w Polsce
www.buddyzm.edu.pl



Temat: Kogo się boi Gazeta Wyborcza albo równi i równiejs
1 - czyli urywek z blogu Jandy na temat artykułu dotyczącego teatru autorstwa
Szczepkowskiej

Wczoraj przeczytałam dokładnie artykuł zamieszczony w sobotniej Gazecie
Wyborczej, napisany przez moją koleżankę Joasię Szczepkowską, a dotyczący
Teatru Telewizji. Jej niepokój związany z jakością, poziomem i znaczeniem
Teatru Telewizji, jest niepokojem słusznym i dzielimy go wszyscy. Martwimy się
ograniczaniem i regułami emisyjnymi, finansami nań przeznaczanymi i zmuszaniem
nas do podporządkowywania się absurdalnym w tym wypadku kryteriom oglądalności,
ale wszystkie jej diagnozy i recepty, wnioski w tym artykule, w moim pojęciu są
z gruntu błędne. Idea, żeby z urzędu i nakazu, znów wtłoczyć teatr telewizji do
martwych studiów telewizyjnych, odebrać mu możliwość korzystania z najnowszych
technologii, jakie daje nowa lekka kamera telewizyjna w połączeniu z plenerem i
naturalnym światłem, pozbawienie się wszystkiego, co przy takiej produkcji
telewizyjnej jest atutem, jest szaleństwem i anachronizmem. Przez ostatnie lata
powstało wiele wspaniałych dzieł robionych i w dekoracjach naturalnych, i w
plenerach, i w studiach, a nowi ludzie, reżyserzy filmowi wnieśli do tego
gatunku skarby, odważniej myśląc o języku opowiadania, o kamerze, plenerze i
trikach telewizyjnych, wyprowadzając teksty literackie, klasyczne, adaptacje,
swoje opowieści, z papierowych dekoracji i sztucznego światła, dali Teatrowi
Telewizji nowe życie. Powrotu do przeszłości nie ma i tęsknota za nim jest
absurdalna. A potrzeba dwóch miesięcy prób, samoloty latające nad głowami
artystów, pretensje za eksperymenty do operatorów i niemożność skupienia się są
narzekaniami starszej pani. (Mogę tak napisać, bo jesteśmy równolatkami i mam
podobne "histerie", które trzymam w sobie i zresztą uważam je za naturalne).
Problemem jest czas, jaki mają twórcy na realizację, pieniądze przeznaczane
na Teatr Telewizji, a przede wszystkim, przy głośnych deklaracjach rozumienia
jego znaczenia, cichy, lekceważący stosunek do tej dziedziny telewizyjnej
twórczości, tylko dlatego, że ma ona oglądalność nie przynoszącą wpływów z
reklam. Od dawna błagamy, zaklinamy, tłumaczymy, że poziom, ranga, znaczenie, i
misyjność teatru telewizji de facto Teatru Narodowego powinna zwalniać go ze
wszelkich "konkurencji" i dawać mu status absolutnie wyjątkowy, rozumiejąc to
także jako zostawienie mu najlepszych godzin emisyjnych. Nie mogąc się dogadać
z telewizją, po ograniczeniach premier, które nastąpiło rok temu, z czterech
miesięcznie do dwóch, i zaostrzeniu kondycji produkcyjnej, przesunięciu godziny
emisyjnej na mniej korzystną i nakazowi realizowania ich przy pomocy droższych
i "nieruchawych" produkcji wewnętrznych a nie zewnętrznych, które dają większe
możliwości realizacyjne, my, twórcy zaczęliśmy namawiać wielkie firmy,
reklamodawców, żeby nam pomogli i zaznaczali, żeby emitować ich reklamy "koło
nas", ale i to nie pomogło, kierują się i oni tylko i wyłącznie kryterium
oglądalności a nie jakości programu, który "opakowuje" ich reklama. Chcieli
natomiast pomagać w realizacji, ale na to z kolei telewizja nie pozwala, bo
jest to w jakiś sposób ograniczone przepisami. Wracając do rzeczy... Lęk
uzasadniony i podzielany przez całe środowisko, ale recepty - sprzed co
najmniej dwudziestu lat.
I tak a propos, gdyby każda artystka z nazwiskiem chciała mieć wgląd w
montaż, to można by zwariować, nic by nie można było skleić, bo jeśli w
obsadzie byłoby kilka, każda miałaby pretensje o wygląd w innym momencie. Od
dziesięciu lat jestem też reżyserem, zrobiłam tych teatrów dziesięć, i kiedy
angażuje mnie reżyser jako aktorkę, na wszelki wypadek nie oglądam nawet
kolejnych ujęć, żeby mu nie przeszkadzać uwagami, ani swoim ewentualnym
wyglądem, a poza tym przy wymogu produkcyjnym, żeby kręcić 10 minut ekranowych
dziennie, często bardzo skomplikowanej i wykreowanej rzeczy, nie ma na to
czasu. Tak więc nie chodzi o samoloty przeszkadzające w skupieniu, dwa
podbródki i dwa miesiące prób do momentu rejestracji, a o uświadomienie władzom
telewizji raz na zawsze, że są pozycje programowe, które wymagają absolutnie
innego traktowania, opieki, czułości i szacunku, a artyści dadzą sobie z resztą
radę sami.
Dobrego dnia. Przepraszam, że się zdenerwowałam.




Temat: Nauka niderlandzki w Internecie - NOWA JAKOŚĆ
Nauka niderlandzki w Internecie - NOWA JAKOŚĆ
W Internecie istnieje wiele stron ze słownictwem, zwrotami oraz z możliwością
odsłuchania ich w różnych językach. Są one zróżnicowane pod względem poziomu
uczącego się, jak również rozróżnione tematycznie. Jest jednak małe ale...
Odsłuchuje się lekcję, czyta tekst dialogu, czyta się podane słówka i ich
tłumaczenie i...
Nie ma specjalnie możliwości aktywnego(!) uczenia się zawartego na stronach
materiału.
Między innymi na własne potrzeby stworzyłem program do nauki zawartych tam
zwrotów, działający na stronie internetowej, który daje zupełnie nowe
możliwości pod względem nauki w Internecie:
- pozwala na zebranie w jednym pliku tekstu dialogu czy innego tekstu
- zapisuje plik dźwiękowy lekcji czy audycji
- pozwala na zapisanie tych zwrotów i ich tłumaczeń oraz DŹWIĘKÓW (nagrań),
których chcemy się uczyć
po to, by można je było ćwiczyć interaktywnie
- pozwala na testowanie zdobytej wiedzy.

Kolejność działań:
1. Otwieramy program do nauki słówek
pryczkowski.topcities.com/_naukaSlowek33/0033slowa.html
2. Otwieramy okno z plikami do edycji "pliki do edycji"

3. Np. otwieramy stronę "Conversational Dutch Survival Phrases"
www.learn-dutch-language-software.com/phrases/FSDutch.htm
4. Ustawiamy kursor na wyrażeniu (kolor niebieski) np. Goede morgen.
zaznaczamy "copy link location" ewentualnie "kopiuj skrót". Przechodzimy do
okna "programu", gdzie klikamy w klawisz 'wklej' w 1 wierszu tabeli (taki sam
jak w Wordzie i innych programach). Nagranie zostało zapisane. W okienku
wiersza wpisujemy "Goede morgen", a w drugiej komórce "Dzień dobry"

5. WAŻNE! Po zapełnieniu zwrotami, ich tłumaczeniami i wklejeniu odpowiednio
linków do plików dźwiękowych ZAPISUJEMY!!! dane za pomocą czerwonego klawisza
"Zapisz dane"
6. Zamykamy okno edycji "Zamknij okno".
7. I możemy rozpocząć właściwe korzystanie z programu do nauki:
a) klikamy klawisz nr 1 - okno do nauki wypełnia się danymi wcześniej
wpisanymi - co na razie nie będzie widoczne

Możemy teraz uczyć się i testować na np. klikając w głośnik i sprawdzać jak
zrozumieliśmy usłyszany tekst.

b) ewentualnie wybrać "w którą stronę" chcemy powtarzać i uczyć się
język1-język2 lub język2-język1, wspomagając się plikami dźwiękowymi

Program działa w IE+5. Wskazane jest posiadanie RealPlayer do odtwarzania
plików dźwiękowych, który można ściągnąć ze strony
www.real.com/freeplayer/?rppr=rnwk
Program do nauki słówek 3.3 zawiera 40 plików, więc łącznie 400 zwrotów

Trochę informacji dodatkowych można znaleźć w "instrukcji" na stronie.
Posługiwanie się programem nie sprawiało problemów przy pokazywaniu go różnym
ludziom i udzielając instrukcji na bieżąco, jednak nie jestem do końca
przekonany czy opisywanie działania programu tak jak teraz to robię jest
wystarczajaco czytelne.
Bardzo chętnie udzielę wskazówek, jeżeli ktoś będzie sobie tego życzył (adres
znajduje się na stronie).

Proszę mi wierzyć- stron językowych, z których można korzystać w ten sposób
są niesamowite ilości.
Inny sposób w jaki można wykorzystać ten program jest opisany na stronie:
forum.gazeta.pl/forum/72,2.html?f=517&w=17455939&a=17455939

Pozdrawiam i proszę o komentarze
Andrzej




Temat: Peugeot 206 XR Presence
witam serdecznie,

p206 x-line 1.1 z tej strony:) chcialbym dodac kilka swoich uwag.

mam 187cm wzrostu, waze kg. jezdze zazwyczaj w 2-3 osoby. moja wersja 3d.
auto jest z 2002 roku. mam przejechane ponad 30kkm.

1. co do silnika 1.1 w tym samochodzie: 'kazdy chwali swoje', chcialbym od tego
jednak uciec. spoojrzmy w ten sposoob. jakie cele i wymogi stawiasz dla danego
auta? jesli chodzi o moja osobe moge stwierdzic, ze ten motor z powodzeniem mi
wystarcza. nie zgodze sie ze stwierdzeniem, ze to 'za malo' - jezdze gloownie po
miescie, ale ok. 30-35% to autostrada (w tym podrooze zagraniczne - zdarzaja sie
trasy ok. 2kkm). jazda jest czysta przyjemnoscia. nie mam zadnych zastrzezen.
jedyne co moze dawac powody do dyskusji to przyspieszenie 80-120 km/h. nie jest
to wynik 'rewelacyjny'. do jazdy z podana iloscia osoob auto jest w sam raz,
nawet na dluzsze trasy, moowiac bez tzw. sciemy.

2. co do wykonczenia. u mnie nic nie trzesczy, nie stuka, nie buczy, etc.
plastiki twarde, bardzo ladna linia wykonczenia (tzn. mnie sie podoba:)). w
wersji x-line fotele bardzo wygodne, dobre trzymanie boczne.

3. bardzo mocny punkt p206 to trzymanie sie drogi, stabilnosc na zakretach -
interakcja ukladu kierowniczego i zawieszenia. po prostu komfort i tyle
(jezdzilem kilkoma autami...naprawde dobrymi). niektoorzy uzytkownicy mawiaja,
ze 'na polskich drogach' padaja laczniki stabilizatora. ponoc jest ot zjawisko
powszehcne, u mnie swiety spokooj. ale znam opinie ze srodowiska zachodniego,
gdzie te problemy nie wystepuja. mysle, ze powodem jest tu (moowiac obiektynie)
polacznie warunkoow nawierzchni oraz jazdy bez dbalosci o samochood. nieraz
widuje jak na drogach ekspresowych pelnych dziur i nieroownosci kierowcy katuja
swoje auta jadac 140-150, a nastepnie sie dziwia, ze po 30kkm 'pada' im element
zawieszenia (vide zgorzelec-wroclaw:( ).

4. awaryjnosc: 8.5 kkm 'padlina' - przelacznica kierunkoow, wymiana gwarancyjna
w aso. co do danego aso mam powazne powody sadzic, ze tzw. 'orynila' zostal w
moim aucie po prostu podmieniony - otrzymalem auta ze stara, wyrobiona
mechanicznie czescia. mysle, ze majac na uwadze tzw. jakosc tego serwisu jest to
bardzo pradopodobne.

5. skrzynia biegoow: pracuje dosyc glosno (fakt), na poczatku mialem problemy ze
wstecznym, ale szybko skorygowalem swooj blad - trzeba po prostu doklaaadnie
wcisnac sprzeglo do konca, a przy moim ustawieniu fotela zdarzalo sie, ze
nieswiadomie nie dociskalem jak nalezy. niemniej jednak, nalezaloby to poprawic.

6. ceny czesci: poroownywalne z marakami niemieckimi odpowiednich rocznikowo
modeli konkurencji. znajomy mial mala stluczke, widzialem wykaz czesci w
rozliczeniu bezgotoowkowym. np. maska oryginalna: ok. 500 plz. bez przesady, nie
jest zle.

7. serwis (jakosc uslug): w moim rejonie bardziej niz dyskusyjny. genmeralnie to
jest najslabsze (moim zdaniem) ogniwo w posiadaniu peugeota. mozna jednak
znalezc warsztaty autoryzowane, ktoore np. wykonuja uslugi w ramach likwidacji
szkood wypadkowych. cweny nizsze niz w aso. peugeot polska udzielil im autoryzacji.

8. ekonomika: srednio, przy 'lekkiej nodze', moje autko biezrze do 6.5-7l w
miescie, trasa - 5.5-6l. do zakaceptowania

9. ogoolnie: jestem bardzo zadowolony z auta. komfort bdb, awaryjnosc w
granicach dobrze rozumianej grupy sredniej. szczerze polecam. jezeli masz
dodatkowe pytania, chetnie podziele sie dalszymi refleksjami, cos podpowiem:
mehow78@gazeta.pl.

pzdr,

mehow78

ps: do innych wspomnianych aut sie nie odnosze, za malo znam.



Temat: Upadłe imperium (2)
Drogi Panie Skalski...
Doceniam fakt, że zechciał się Pan ustosunkować do naszych wypowiedzi. Nie sądziłem, że redaktorzy "Gazety"
czytują nasze "wypociny".
Ma Pan całkowitą rację, że w PRL były gorsze gazety niż "Trybuna Ludu", w końcu oficjalny organ. Dlatego zarzut
pisywania w "Trybunie" z pewnością do najcięższych się nie zalicza. W moim mniemaniu to zresztą nie jest zarzut.
To co mnie razi, zresztą nie tylko u Pana, ale u większości redaktorów "Wyborczej" to skłonność do uprawiania
propagandy. W miejsce rzetelnej informacji staracie się przekonać swoich czytelników do swoich racji, które są
niezbyt czytelne. Nie sądzę, żeby taka postawa była do pogodzenia z ambicjami bycia gazetą opiniotwórczą. Dlatego,
zgadzam się w pełni z opinią (chyba Jerzego Urbana), jaką wyrażono w "Nie" w kontekście "sprawy Rywina", że
jesteście powszechnie postrzegani jako "potężny gracz", ale nie jako "źródło prawdy". Proszę o tym nie zapominać.

W sposobie relacjonowania spraw rosyjskich żerujecie na tradycyjnej polskiej rusofobii, której centrum jest w dawnej
Galicji- czyli prowincji która z Rosją niewiele miała wspólnego. Tak więc rzeczywista wiedza na temat tego kraju jest
mniej więcej taka jak znajomość rosyjskiego, czyli mierna. Proszę zaznajomić się z niektórymi wypowiedziami na tym
Forum, które mają pożywkę w Waszych tekstach. Sądzę, że powinny Was zmusić do jakiejś refleksji.

Pański artykuł niestety mieści się w tej konwencji pisania zgodnie z góry zadaną tezą.
To że Rosja odbiega od standardów zachodnich nie jest wielkim odkryciem, ale czy Polska pomimo (podobno) udanej
transformacji mieści się w zachodnich standardach? Przypuszczam, że mógłby Pan z łatwością napisać w podobnym
duchu artykuł nt. Polski, z jej zapaścią finansów publicznych, bezrobociem, powszechną nędzą etc. Większość
problemów z jakimi boryka się Rosja jest obecnych w Polsce. Jesteśmy więc stosując Pańską poetykę "Burkina Faso"
- tyle że bez rakiet.

Czy rzeczywiście sądzi Pan, że odwoływanie się do opinii Kowaliowa czy Jawlińskiego, czyli ludzi będących w
otwartym konflikcie z władzą jest tutaj miarodajne? Gdyby Pan się dla równowagi powołał na opinię np. Władimira
Poznera, który jest krytyczny ale nie jest fanatykiem jak Kowaliow, Pański artykuł miałby przynajmniej pozory
obiektywizmu. Wasz idol Kowaliow zasłynął z krytyki poczynań władz rosyjskich w Czeczenii, ale nigdy nie
krytykował prawa szariackiego i jego skutków. Najwyraźniej chłostanie ludzi, czy obcinanie im kończyn mu nie
przeszkadzało. To samo dotyczy innych "ekspertów", którzy za parę dolarów są skłonni powiedzieć wszystko co
chcecie o swoim kraju.

Czy niezależność ekonomiczna rosyjskich prowincji jest czymś naprawdę złym? Sądzę, że Putin zahamował rozkład
tego państwa. Mając wątpliwości co do jakości demokracji w Rosji, warto pamiętać, że punktem odniesienia może
przede wszystkim być ten kraj w przeszłości, a także kraje jakie powstały w wyniku rozkładu ZSRR, a nie bogate
kraje Zachodu z ugruntowaną demokracją. Nie można mieć pretensji do kogoś kto jeździ starą Ładą, że przegrywa na
drodze z Mercedesem. Jak wypada demokracja w Rosji w porównaniu z np. Turkmenią?

Na zakończenie, czy sądzi Pan, że wybór i sam sposób w jaki ów wybór przeprowadzono Busha juniora na
najwyższy urząd w państwie dowodzi żywotności demokracji w Stanach? Jak Pan wytłumaczy, że najważniejsze
stanowisko polityczne na świecie zajmuje człowiek, który był kiepskim studentem, dekownikiem w czasie wojny,
marnym biznesmenem (prowadzącym podejrzane interesy), a potem kontrowersyjnym gubernatorem? Jak na tle
Busha juniora jawi się "kagiebecznik" Putin? Czy nie sądzicie, że pisując w podobny sposób o Rosji (i nie tylko) dajecie
do zrozumienia, że Wasi czytelnicy to banda idiotów?

PS
Przepraszam za "tłusty tyłek". Staram się nie obrażać swoich adwersarzy.
Z poważaniem,




Temat: "demonstrować zrozumienie i usmiechać się ..." :-)
"demonstrować zrozumienie i usmiechać się ..." :-)
Jednak pierwsze oznaki porządku już sie pojawiają :-)
oto link, a poniżej ten sam tekst:

wiadomosci.gazeta.pl/wiadomosci/1,53600,3042086.html
Krzysztof Katka, Gdańsk 30-11-2005, ostatnia aktualizacja 30-11-2005 23:36

Typy klienta: złośliwy, zrzędliwy, niecierpliwy. Sposoby obsługi
(odpowiednio): cierpliwość, uważne wysłuchanie, szybkość. Tak
zaleca "instrukcja wewnętrzna" pomorskiego urzędu wojewódzkiego

"Trzeba dać napis, żeby wpuszczać tylko w krawatach. Klient w krawacie jest
mniej awanturujący się" - mówi bufetowa z kawiarni w "Misiu" Stanisława
Barei. Do urzędu wchodzi każdy. Ale i na tych bez krawatów są sposoby. W
punkcie pierwszym instrukcji dyrektor generalna UW w Gdańsku Wiesława
Chojnacka zaleca: "Nawiązać kontakt wzrokowy z klientem, zachować spokój,
zadawać pytania, nie przerywać, ignorować nieuprzejmości".

Uśmiechem w stres klienta

Poufna "Instrukcja wewnętrzna w sprawie obsługi klienta" powstała, bo urząd
postanowił wdrożyć system zarządzania jakością. Aby sprostać normie ISO,
rozpoczęły się badania "zadowolenia klienta". Przez rok obywatele wrzucili do
urn 70 ankiet. "Z analizy ankiet powstał obraz przeciętnej jakości usług
świadczonych przez urząd - czytamy we wnioskach służb wojewody. - Należy
podjąć działania w celu polepszenia obrazu urzędu na zewnątrz".

Reakcja dyrektor generalnej urzędu była natychmiastowa - wydała "instrukcję"
i w trybie pilnym zapoznano z nią 500 urzędników.

"Pracownikom urzędu znane są umiejętności: opanowania niechęci, uprzedzeń,
nieujawniania złego humoru, dyskrecji oraz słuchania innych" - napisała
Chojacka we wstępie. Dalej czytamy o tym, że pracownicy urzędu "często
narażeni są na kontakt z klientem trudnym". Aby uniknąć kłopotów, urzędnik
ma "demonstrować zrozumienie i uśmiechać się (jeśli pracownik uzna, że w
danej sytuacji uśmiech może złagodzić stres klienta), oddzielać ludzi od
problemu".

- Instrukcja nie jest obowiązującym aktem prawnym. To swego rodzaju
podpowiedź i materiał szkoleniowy, abyśmy doskonalili naszą pracę - mówi
Chojacka.

Urzędniku, nie użalaj się nad sobą

Urzędnicy otrzymali też tabelkę z wskazówką, jak postępować z klientami
trudnymi. Określono sześć typów namolnych obywateli i metodę na każdego z
nich. Klienta nerwowego należy zrozumieć, złośliwego przyjąć cierpliwie,
zrzędliwego uważnie wysłuchać, pobudliwego potraktować rzeczowo,
niecierpliwego czym prędzej obsłużyć, a nierozsądnego przyjąć ze spokojem.

Co czynić z klientem spokojnym - instrukcja nie precyzuje. Wyjaśnia
natomiast, jak kompetentnie załatwić sprawę: "Urzędnik przedstawia się, prosi
klienta, żeby usiadł, i stara się sprawiać wrażenie, że ten czas poświęca
jedynie jego osobie i jego sprawie".

Szefowie pomorskiego urzędu dowiedzieli się z ankiety, że ich podwładni
uskarżają się czasami petentom na niskie płace i biurokrację. Stąd w
instrukcji i taki fragment: "[urzędnik] w żadnym wypadku nie omawia z
klientem problemów administracji państwowej, nie użala się".

Instrukcja mówi też: "Zakończenie utrwali klientowi przebieg całego
spotkania, jeśli będzie miłe, klient opuści urząd z przekonaniem, iż został
należycie obsłużony i godnie potraktowany".

Na koniec czułe słówka

Urzędowi specjaliści przygotowali personel także na nagłe telefony klientów
ze skłonnościami do awanturowania się. Ale najpierw trzeba się dowiedzieć, na
czym polega specyfika rozmowy telefonicznej: "Podczas bezpośredniej rozmowy
jedna osoba widzi drugą, w trakcie rozmowy telefonicznej rozmówcy nie widzą
swoich reakcji". Dlatego należy "(...) aktywnie uczestniczyć w rozmowie. Gdy
wtrącane są słówka, klient będzie miał pewność, że jest uważnie słuchany.
Błędem jest nieuważne słuchanie czy tym bardziej niesłuchanie rozmówcy".

- Przyznaję, że rzeczywiście tekst nie jest miejscami całkiem poważny i
zawiera zabawne sformułowania, które mogą zostać uznane za humorystyczne -
mówi Wiesława Chojnacka. Rozmawiamy przez telefon, więc zgodnie z instrukcją
wtrącam co chwila "hmm..." i "no właśnie, pani dyrektor". A pani dyrektor
wtrąca "no tak, redaktorze". Na koniec żegnamy się wylewnie, aby "zakończenie
rozmowy utrwaliło jej miły przebieg".




Temat: odbiory mieszkań
> Przepraszam, że cię męczę ale czy mógłbyś jeszcze napisać co dokładnie
> sprawdzał Twój rzeczoznawca. Czy sprawdzał szczelność okien, drzwi,
> czy dobra jest wentylacja w pomieszczeniach itp?
> A kto Ci sprawdzał instalację hydrauliczną?

Sprawdzał: równość ścian, wylewek (łatą), "nierówność" wylewek na balkonach (tzn.
czy jest spadek), jakość tynków, wysokośc barierek na balkonach, wentylację (czy
jest ciąg). Co do instalacji c.o. i hydraulicznej - nie było czego sprawdzać,
wszystko było pod ciśnieniem i nie ciekło (od jakichś dwóch tygodni), a odpływy -
to też okazało się OK, choć nie sprawdzał tego jakoś specjalnie (ja bywałem na
budowie co tydzień, więc widziałem mniej więcej co robią budowlańcy).
Ważne aby instalacja od jakiegoś czasu była pod ciśnieniem (wody a nie jakiegoś
powietrza), jak coś ma cieknąć to w ciągu tygodnia/dwóch wylezie (u nas na klatce
widać, że coś poprawiali, bo rozkuwali podłogę).

> Jak myślisz, czy jeżeli są widoczne (słabo ale są) pęknięcia sufitu na
> łączeniach płyt to należy się tym martwić i natychmiast
> je zgłosić?

Trudno powiedzieć, to właśnie powinien stwierdzić ktoś kto się na tym zna. U mnie
były drobne pęknięcia tynków (pajęczynka), które kazałem usunąć, ale i tak trzeba
się liczyć z tym, że znów się moga pojawić, wszystko przecież jeszcze pracuje.
Wszystko kwestia tego czy te pęknięcia to wynik normalnej pracy budynku, czy też
wad, i na ile są poważne. U mnie akurat nie ma płyt stropowych - blok ma
konstrukcję żelbetową monolityczną.

> Według Twojego doświadczenia na co najbardziej trzeba zwracać uwagę?

Trudno powiedzieć - myślę, że wylewka nie powinna być popękana, ściany możliwie
równe i tynk nie powinien się sypać na głowę (u mnie w sumie na wierzchu był dość
mocny, ale pod spodem dość kruchy - musiałem go zagruntować). Następna rzecz przy
zgłaszaniu usterek to oszacowanie czy pewne usterki opłaca się zgłaszać. Ja np.
wynajmuje mieszkanie, więc każdy miesiąc opóźnienia w odbiorze to konkretne
pieniądze. Więc wiedziałem, że pewnych rzeczy nie opłaca się na nich wymuszać, bo
może się okazać, że taniej będzie je usunąć we własnym zakresie, niż płacić komuś
za wynajem za następny miesiąc. Poza tym b. cięzko stwierdzić, czy usterki
zostały poprawnie usunięte - załóżmy, że usuną spękania na ścianach, to nie
stwierdzisz tego czy zrobili to dobrze nie wcześniej niz po miesiącu (tyle wiąże
i schni tynk).

>
> Wczoraj w domu czytałam sobie co można odliczyć w ramach ulgi remontowej i w
> jednym z punktów napisane było, że w ramach tej ulgi można
> odliczyć "....opinie
> i ekspertyzy....".

Może rzeczywiście możnaby to odliczyć, chociaż może się okazać, że pod tym
pojęciem kryje się np.: "....opinia i ekspertyza, czy trzeba wymieniać instalację
gazową bo jest już zniszczona....". Poza tym koszt usługi w takim przypadku
wzrasta z 300PLN do 400PLN + VAT (Pan wtedy musi napisać pisemną ekspertyzę). My
skorzystaliśmy z usługi bez rachunku, gdyż i tak wszystko na bierząco
spisywaliśmy, w razie gdyby były jakieś problemy z developerem, wtedy
poprosilibyśmy o uzasadnienie eksperta na pismie.

> Czy patrząc na jego zaanagażowanie w pracę uważasz, że wart był tej ceny, którą
> zapłaciłeś? Czy rzeczywiście gruntownie przyglądał się jakości wykończenia i
> skrupulatnie wyszukiwał usterki?Nie chciałabym żeby przyszedł
> jakiś "specjalista", który wyciągnie tylko pieniadze a nic sensownego nie
> stwierdzi.
>

Był skrupulatny, wszystko dokładnie sprawdzał. W moim przypadku nie było dużych
wad, więc i wrażenie po ekspertyzie jest takie "że w zasadzie przy odrobinie
dobrej woli możnaby te usterki wykryć samemu i zgłosić". Szczególnie, że
wcześniej (od 9 miesięcy - bo tyle trwało od podpisania umowy do odebrania
kluczy) dużo się naczytałem w internecie - m.in. (a raczej głównie) na stronach
gazety i tego forum na temat tego na co warto zwrócić uwagę, więc jak fachowiec
sprawdzał mieskzanie to w zasadzie znałem jego następny krok: "... a teraz pewnie
sprawdzi kartką czy okna się dobrze zamykają..... ;)".
Po prostu wziąłem go, żeby potem nie pluć sobie w brodę, że zaoszczędziłem kilka
złotych, a teraz albo mam budowlańców od developera na głowie przez miesiąc, gdy
już robię własne prace wykończeniowe, albo muszę wydać kilkaset złotcyh na
wylewki bo te nie trzymają poziomu.....

Pozdrawiam
pegaz_



Temat: Antylobbing totalny
Zapętlenie się wybiórczej
Gość portalu: Espada84 napisał(a):

> Zaraz, zaraz. Z tego wszystkiego wynika, ze ... Wladza rzadzi, a
> reszta ma siedziec cicho. Kazde oczekiwanie spoleczenstwa, albo
> jego czesci to juz lobbing? tzn. to NIE jest demokracja! Czyli
> wybierzcie nas do rzadzenia, a poem morda w kubel, bo sie na tym
> nie znacie. Dobre, dobre ...

Cóż, mamy doczynienia z paradoksem. "Społeczeństwo" z natury ma postawę
roszczeniową wobec władzy i uważa, że "mu się należy", a skąd władza na to
weźmie, to już jej sprawa, najlepiej z własnej kieszeni, "bo przecież oni tam
wszyscy tylko kradną". Gorzej jeżeli zarazem to samo społeczeństwo
wychodzi z założenia, że państwo i władza są po przeciwnej stronie barykady
i stara się to państwo orżnąć jak się da unikając płacenia podatków, mandatów
nałożonych słusznie, korzystając z usłu szarej strefy, złodziei, jeżdżąc tramwajem
na gapę i się ciesząc, że udało się przechytrzyć to złe państwo. Oczywiście zarazem
ten sam gapowicz najczęściej domaga się świetnie działjących tramwajów, Policji,
darmowej służby zdrowia, świetnych dróg oraz nieskazitelnej pracy urzędników, którzy
pracują za 1/4 tego co osoby o podobnych kwalifikacjach w biznesie.

Zarazem społeczeństwo słusznie domaga się od władzy, aby była mądra.
Mądrzejsza niż przeciętny obywatel, aby podejmowała dwalkowzroczne, słuszne decyzje.
No i tu jest problem, bo taka dalekowzroczna decyzja przez masę, będzie oceniona
jako głupia i niezrozumiała - wtedy okazuje się, że jednak społeczeństwo jest mądrzejsze,
a władza kradnie. Wymieniamy władzę i kółeczko kręci się od nowa.

Przykładów nie trzeba szukać daleko. Kilka miesięcy temu min. Kołodko twierdził,
że będzie 3,5% wzrostu gospodarczego w tym roku. Wszyscy go wyśmiali. Teraz
mamy 3,5% i oczywiście wszyscy zarzekają się, że to nie zasługa Kołodki przecież.
Trudno więc przyjąć do wiadomości fakty, że facet, który działał nam na nerwy, bo
bywał zarozumiały i nawet arogancki momentami miał po prostu rację.

Gazety mają ten komfort, że mogą pisać każde bzdury, a i tak za kilka miesięcy
już nikt nie będzie pamiętał co pisały, bo będą już nowe bzdury na tapecie.
Tymczasem władza robi coś w realnym świecie i efekty tego są dostrzegalne
dopiero po pewnym czasie. Wtedy już nikt nie pamięta, skąd to się wzięło.
Mądry dziennikarz powinien mieć odpowiedzialność za to, co pisze oraz
odwagę cywilną przyznania się do błędu. Nie powiniem się też kierować
osobistymi antypatiami w ocenianiu ministra, tylko merytoryczną jakością
jego pracy. Ale trzeba zdobywać czytelników, zwiększać nakład, zdobywać
reklamodawców. A jak przyciągnąć czytelnika? Trzeba pisać to, co czytelnik
chce żeby pisano. Trzeba więc pisać, że władza jest zła i głupia. Wtedy czytelnik
czuje się lepszy - ja, Kowałski jestem mądrzejszy od mistra - i jest mu dobrze.
Jutro pewnie znowu zapłaci za gazetę, która sprzedaje mu tanie pochlebstwa.



Temat: ROPA z IRAKU w Chojnicach.........................
ROPA z IRAKU w Chojnicach.........................

""NIE PORZADAJ CUDZEGO""

Rafineria Gdańska w Iraku?

Amerykanie prowadzili w tym tygodniu w Warszawie rozmowy w sprawie udziału
Rafinerii Gdańskiej w odbudowie Iraku - dowiedziała się "Gazeta". Zapłatą dla
Polaków byłaby dzierżawa części irackich złóż naftowych - z dobrą i tanią w
wydobyciu ropą
Amerykańska administracja postanowiła, że pierwszeństwo w odbudowie Iraku
będą miały firmy z tych krajów, które poparły USA w konflikcie z Saddamem.
Polska do nich należy. W naszej branży naftowej już powstaje konsorcjum firm
zainteresowanych irackimi inwestycjami.
Gdańsk liderem
Konsorcjum organizuje jedna z najbardziej znanych na świecie firm
projektujących instalacje dla branży petrochemicznej - amerykańska Kellogg
Brown & Root. Na początku tygodnia w Warszawie gościł Bhaskar R. Patel,
wiceprezes KB&R odpowiedzialny za kraje Afryki, Bliskiego Wschodu i d. ZSRR.
W siedzibie Nafty Polskiej spotkał się z przedstawicielami polskich firm z
sektora naftowego i zaprosił je do złożenia oferty współpracy. Oprócz prezesa
Rafinerii Gdańskiej w spotkaniu uczestniczyli m.in. przedstawiciele krajowego
monopolisty gazowego PGNiG oraz krakowskiego Energopolu, który specjalizuje
się w budowaniu obiektów przemysłu gazowego.
Jednak to nadmorska rafineria byłaby polskim liderem konsorcjum. Informacje o
spotkaniu potwierdził nam jej prezes Paweł Olechnowicz. - O szczegółach nie
chciałbym jednak mówić, bo na to za wcześnie - stwierdził. - Ale dostęp do
własnych złóż byłby historycznym sukcesem - dodał.
Nieoficjalnie się dowiedzieliśmy, że Polacy mogliby wziąć udział w odbudowie
i unowocześnieniu instalacji petrochemicznych na południu Iraku, na terenie
złóż Rumaili. Współpracowaliby nie tylko z Amerykanami, lecz także z
koncernami Shell (brytyjsko-holenderski) oraz BP (brytyjski).
Płynna zapłata
Zapłatą dla polskiej spółki będzie najprawdopodobniej ropa i dzierżawa
tamtejszych pól naftowych. Choć z pewnością Gdańsk wydzierżawi stosunkowo
niewielkie pola, to jest się o co starać: jakość ropy z Rumaili jest wysoka,
a koszt wydobycia - jeden z najniższych na świecie.
- Jedynym pieniądzem, jaki w najbliższym czasie będzie mógł zaoferować Irak,
jest ropa naftowa i dostęp do złóż - mówi analityk z Wall Street Tom Holand.
Jego zdaniem skorzystać na odbudowie Iraku będą więc mogli tylko ci, którzy
mają możliwości technologiczne spożytkowania tamtejszych paliw lub będą mieli
zagwarantowany ich odbiór. A przy prognozowanej na czas po wojnie znacznej
nadprodukcji ropy na świecie, sprzedać ją nie będzie łatwo.
Skąd w tak prestiżowej inwestycji miejsce dla małego zakładu, jakim nawet w
skali europejskiej jest Rafineria Gdańska? Dlaczego KB&R poprosił polskie
firmy o składanie ofert, skoro te nie należą do najbardziej znanych w branży
naftowej?
- Z Amerykanami już współpracujemy - tłumaczy prezes Olechnowicz. Rafineria
Gdańska kończy już przygotowania do budowy sekcji IGCC (Integrated
Gasification Combined Cycle), czyli instalacji do zgazowywania miliona ton
ciężkich pozostałości porafinacyjnych. Takie instalacje działają już w
znacznej części zachodnich rafinerii, w niektórych trwa ich budowa. W
nadmorskim zakładzie wykonawcą głównego projektu będzie właśnie KB&R. Wartość
całej instalacji sięga aż 500 mln dolarów.
Czego brakuje Orlenowi
Dlaczego w konsorcjum tworzonym przez Amerykanów nie ma miejsca dla PKN
Orlen? - Na razie nikt jeszcze nie rozmawiał z nami w sprawie uczestnictwa w
powojennej odbudowie Iraku - przyznaje Arkadiusz Ciesielski z biura prasowego
firmy. - Jednak jeśli otrzymalibyśmy taką ofertę, to oczywiście byśmy ją
rozpatrzyli.
Nieobecność płockiej spółki - największej firmy paliwowej w kraju (usiłującej
zresztą przejąć gdańską firmę) - można tłumaczyć problemami natury
technologicznej. W Polsce przerabia się głównie ropę rosyjską, tzw. Ural
Brent. Jest ona znacznie bardziej zasiarczona od tej wydobywanej w Iraku.
Płock, żeby móc przerabiać arabską ropę, musiałby przystosować do tego swoje
instalacje. Byłoby to i kosztowne, i pracochłonne.
Tymczasem Rafineria Gdańska z iracką ropą powinna sobie poradzić bez
problemów. Już dziś produkuje bowiem paliwa ze stosunkowo nisko zasiarczonej
ropy wydobywanej przez Petrobaltic.




Temat: NIK - nikt nie czytał raportu o Uczelniach?
Raport NIK nie wnosi nic nowego. O sytuacji w uczelniach wszyscy wiedzieli.
Mówienie, że studia dzienne i zaoczne dają takie same szanse to, delikatnie
mówiąc, nieporozumienie. Gdyby rzeczywiście wymagania były takie same, to na
zaocznych studiowaliby geniusze. Mają niekiedy 20% tej ilości zajęć co zaoczni,
zwykle po kilkanaście godzin przez trzy dni raz na dwa-trzy tygodnie, dostęp do
bibliotek, laboratoriów czy Internetu znacznie gorsze niż dzienni, mają często
rodziny, którym muszą poświęcać czas, nie mają kiedy wypocząć, a wyniki maja
takie same. W uczelni, gdzie pracuję sprawność nauczania na studiach zaocznych
jest, uwzględniając rezygnujących z przyczyn finansowych, taka sama, lub WYŻSZA
niż na dziennych. Wniosek z wypowiedzi o równych wymaganiach - zaoczni to
ludzie genialni. Należałoby więc im właśnie płacić stypendia, nie wymagać
opłat. To drwina z tych często bardzo ciężko pracujących ludzi. Znam wielu
studentów zaocznych, szczególnie starszych, którzy kosztem ogromnych wyrzeczeń,
starają się nadrobić nierówne możliwości dostępu do wiedzy, ale udaje się to
tylko niewielu z nich. O żadnej równości nie może być mowy. Uczelnie bez
studiów płatnych padną w pół roku, nie można więc z nich zrezygnować. Nie ma
się co oszukiwać, nie stać nas na zapewnienie wszystkim prawa do bezpłatnej
nauki. Trzeba to jednak ludziom uczciwie powiedzieć, nie mydlić im oczu
fałszywymi obietnicami. Na pewno student ma prawo wiedzieć jak są wydawane jego
pieniądze i co za to otrzymuje. Myślę, że wypowiedzi byłyby o wiele
spokojniejsze, gdyby wiadomo było, że, nawet niezgodnie z prawem, na potrzeby
uczelni wydaje się np. 20 czy 30% czesnego. Student ma też prawo wiedzieć kto
go uczy, tj. komu płaci. Ma prawo wiedzieć co ten człowiek skończył, gdzie i
jakie uzyskał stopnie naukowe, co opublikował itp.. To jest dorosły, często
starszy niż jego wykładowca, człowiek i nie można traktować go jak przygłupiego
dostarczyciela forsy, który nic nie powinien wiedzieć, bo pewnie zrobi
głupstwo. Nie można lekceważyć człowieka, z którego się żyje. Nie wiem jak
uzdrowić chorą sytuację niektórych (wiem, że są i dobre) uczelni. Być może
należałoby np. wprowadzić jednolite opłaty za studia i dawać stypendia
niezależnie od formy studiów, może trzeba przedłużyć studia zaoczne, może
zmienić formułę tych studiów. Coś jednak zrobić trzeba. I nie ma tu co czekać,
aż MENiS coś zrobi. Gdyby się do tego przymierzało, słyszelibyśmy inne
wypowiedzi. Myślę, że dobrze byłoby, aby na tym forum porozmawiać rzeczowo, bez
emocji, o tym co z tym fantem można zrobić. Raport NIK jest dobrą podstawą
takiej powszechnej dyskusji. To jest ogromna, jeśli nie jedyna szansa na jakieś
zmiany, bo tzw. wierchuszka zrobi wszystko, aby sprawę wyciszyć. Dla wielu,
szczególnie starej, komunistycznej kadry, głównie w tzw. "naukach społecznych"
jest to jedyna możliwość zachowania korzystnego dla nich status quo. Środowisko
akademickie było, szczególnie w naukach społecznych, w czasach PRL traktowane
źle. Z jednej strony niczym nie uzasadniony respekt i przywileje, z drugiej
zeszmacanie ludzi, którzy ośmielali się myśleć inaczej niż władza. To nie
spływa jak woda po kaczce. Zostało to też w nas i nie ma co udawać, że jesteśmy
idealni. Wiem, że takie dyskusje prowadzone są w wielu miejscach, na rożnych
forach dyskusyjnych. Nie dajmy im umrzeć, przegramy na tym, oprócz grupy
wycwanionych udawaczy pracowników naukowych, wszyscy. Stracą studenci, bo dalej
dostawać będą towar kiepskiej jakości, a w perspektywie wejścia do UE utracą
szansę na konkurowanie z kolegami z innych krajów, bo zdobyte w Polsce dyplomy
mogą być niewiarygodne. Stracą normalni pracownicy naukowi, bo wyprą ich
cwaniacy, a opinia publiczna widzieć w nas będzie złodziei. Straci też
społeczeństwo, bo wyrzuci forsę w błoto, wypromuje miernoty, kolejne autorytety
szlag trafi, a w Polsce na nadmiar autorytetów narzekać nie można. Proponuję
podawajmy w naszych postach adresy gdzie toczy się taka rozmowa. Ja znam np.
forum GW w Krakowie i Wrocławiu, forum Newsweeka i Gazety Polskiej i forum
Kujon polski na forum edukacja na głównym forum Gazety Wyborczej . Zabierzcie
również tam głos inaczej sprawa będzie powoli umierać, bo społeczeństwo nie
rozumie na ogół tych problemów i nie interesuje się nimi. Przeciętny forumowicz
pisze o piwie, wakacjach i tzw. sprawach codziennych. Obudzi się z ręką w
nocniku i będzie miał pretensje, że świat jest dla niego zły.



Temat: Perła roku
W trakcie dwóch najbliższych posiedzeń Sejmu posłowie będą mieli do
przegłosowania 1100 (słownie - tysiąc sto) poprawek do kilku ustaw. W
pierwszym podejściu głosować będą 600 (słownie - sześćset), w drugim 500
(słownie - pięćset) poprawek. Tym samym padnie rekord z poprzednich kadencji,
ustanowiony na poziomie 460 propozycji zmian.

Wśród ustaw prawdziwymi rekordzistkami będą winietowe i okołowinietowe
pomysły wicepremiera Marka Pola - prawie 300 poprawek, ustawa o
zagospodarowaniu przestrzennym - 223, prawo budowlane - 200, ustawa o
referendach idzie już bardzo skromnie - zaledwie 115 poprawek. Ponieważ jedną
poprawkę głosuje się średnio jedną minutę, przegłosowanie 600 zajmie 10
godzin. Pod warunkiem, że nikt nie zada żadnego pytania, że nikt nie będzie
próbował rozpocząć dyskusji, a może nawet awantury. W piątej godzinie
głosowań zapewne ponad 90 proc. osób biorących udział w tym karkołomnym
przedsięwzięciu nie będzie wiedziało, co czyni. A co tak naprawdę uczyni,
okaże się najpewniej za kilka miesięcy, gdy ustawy wejdą w życie, i albo będą
natychmiast nowelizowane, albo skarżone do Trybunału, albo po prostu zatrują
nam znów życie. Zdarzyć się też może, że na jakichś przepisach ktoś zrobi
duże pieniądze. W takim szaleńczym sposobie stanowienia prawa wszystko jest
możliwe.

Sejm szczyci się swoją pracowitością, systematycznie otrzymujemy informacje,
która to już setka ustaw jest uchwalana w tej kadencji, a ile setek jeszcze
uchwalić trzeba. Tymczasem tak naprawdę opinia publiczna powinna oczekiwać na
jedną zasadniczą wiadomość, o takiej mniej więcej treści: jeżeli do ustawy
wprowadzono więcej niż 30 - 40 poprawek, to wraca ona do swojego właściciela
i Sejm się nią już nie zajmuje.

Jeżeli rząd nie radzi sobie z przedstawieniem dobrego projektu, niech pracuje
tak długo, aż sobie poradzi. Ma przecież własne centrum legislacyjne. Jeżeli
poselskie inicjatywy są marnej jakości, bo amatorzy pisali to, co im w duszy
gra, to miejscem właściwym dla takiej produkcji jest kosz. Tak zresztą w
przeszłości bywało, pamiętam projekty rządowe wycofywane po wprowadzeniu
przez posłów ponad 30 poprawek. Przedkładający uznawał bowiem, że dalsze
procedowanie żadnego sensu już nie ma, ponieważ zamiast spójnej i
przemyślanej ustawy powstaje kolejny legislacyjny potworek, nadający się
wyłącznie do szybkiej nowelizacji, ta nowelizacja znów do nowelizacji i tak
bez końca.

To szaleństwo czas przerwać nie półśrodkami w postaci zatrzymywania prac,
powoływania specjalnych komisji badających zgodność z konstytucją,
wewnątrzkoalicyjnych i międzypartyjnych targów, ale po prostu cięciem
radykalnym. Pracuje przecież nadzwyczajna komisja regulaminowa, która może
zająć się tą sprawą, a nie ograniczaniem władzy marszałka czy innymi tego
typu zupełnie drugorzędnymi problemami, rozważanymi dla politycznej uciechy
460 parlamentarzystów. Sejm zajęty głosowaniem ponad tysiąca poprawek staje
się dziś jednym z największych szkodników w państwie.

JANINA PARADOWSKA

www.rzeczpospolita.pl/gazeta/wydanie_030201/publicystyka/publicystyka_a_1.html




Temat: USA. Komisja Huntera o przenosinach niemieckich...
Gość portalu: , napisał(a):

> As ty sie wsciekla!
>
> Skad sie takie cholery jak ty biora??
> No cos niesamowitego!
> To nawet nie chodzi o wiedze merytoryczna, ale o ten jad zlosliwy, ktory
> przelewasz na klawiature.
> Co sie z Toba dzieje?
> Masz napady wscieklosci?
> Klniesz?
>
> A Stasio sobie napisal post do Gazety Wyborczej i siedzi szczesliwy, ze mu to
> teraz na ekranie wyskakuje:
> "Pomysl przeniesienia baz jest glupi - zreszta i tak do tego nie dojdzie bo
kto
>
> za to zaplaci."
>
> Stasio sobie mysli, ze jak ktos Polakom chce prezent zrobic - to niemozliwe!
> No nie?
>
> Ale to przeciez moje drogie dzieci nie chodzi o Polske ani Rosje ani jakies
> Chiny czy inne wynalazki.
>
> Duze mocarstwa prowadza polityke na zupelnie innej plaszczyznie.
> To jest zupelnie inna liga niz forumowe krzykacze z nami wlacznie.
>
> Zwroccie uwage co sie dzieje:
> Dochodzi do zwiekszenia UE o 10 panstw i zachodzi powazne zagrozenie dla
> Amerykanskiej dominacji ekonomiczno-gospodarczej nad swiatem.
> Irak osmielil sie odejsc od rozliczen dolarowych i Bush sie wsciekl.
> Euro jako waluta-przeciwwaga dla amerykanskich papierow bezwartosciowych o
> nazwie Dolar jest dla administracji Busha pewnym horrorem.
> Bo ci ludzie jednak troszke mysla, nawet jezeli robia to w przerwie na lunch.
>
> Europa jest na razie niegrozna z tymi swoimi socjalistycznymi hamulcami...
> Ale to sie moze zmienic. Dlatego teraz badzie najwieksza walka o to aby ...
> otoczyc Europe i niedopuscic do powstania tej nowej uni walutowej.
>
> Szukacie wyjasnien do tego co sie dzieje na ksiezycu.
>
> A przeciez rozmieszczenie wojsk w calym pasie europy srodkowo wschodniej jest
> jak najbardziej logicznym posunieciem.
>
> Te koncepcje najwyrazniej wlasnie teraz sie zmieniaja, byc moze ci ludzie tam
> negocjuja goraczkowo i staraja sie osiagnac kompromis pomiedzy kosztami i
> stratami politycznymi panstw kandydujacych do unii.
> Ale to Ameryka jak narazie ma najwiecej do powiedzenia.
> I nie zdziwilbym sie gdyby z tej calej Niemieckiej awantury nie doszlo do
> jakiejs epokowej zmiany zdania przez WSZYSTKIE zainteresowane rzady pasa
> Warszawa-Budapeszt.
>
> Zreszta nie wiadomo co oni teraz chca.
> Sztuka sie domyslic i tak zagrac aby jak najwiecej zyskac.
>
> A Stasio niech juz sobie siedzi w Niemczech i nie marudzi.
> Niemcy to nie Olimp.

Podpisuje sie pod postem Gabrysi a ze moj jednak nie byl taki glupi(post)
to to ze przeczytalem ciekawa wypowiedz. Wiec sie oplacilo mimo, ze troche
dostalem po glowie.
Po pierwsze to koszty - to akurat nie byl moj wymysl tylko wczoraj w jednej z
najbardziej wiarygodnych niemieckich rozglosni radiowych B5 Aktuell uslyszalem
ze to wlasnie politycy amerykanscy rozwazali o ogromnych kosztach takiej prze-
prowadzki. Koszty bylyby wieksze niz zakladanie nowych baz.
Po drugie to jak najbardziej zgadzam sie, ze srodek problemu lezy dzis nie
w Iraku tylko w zagrozeniu dla USA wobec powstajacej nowej potegi gospo-
darczej jaka bylaby zjednoczona Europa.
I po trzecie to rozni mnie(chyba?) z Gabrysia problem z kim ma byc
Polska. Ja uwazam ze z Europa i bazy amerykanskie nie pomoglyby nam w
integracji a wrecz przeciwnie. Moglibysmy sie stac ogniskiem zapalnym
w srodku Europy bo definiowalyby nowa jakosc w odroznieniu od tych baz
niemieckich - kontynuacji po II wojnie swiatowej i jako przeciwwaga w
okresie zimnej wojny.
Dalekowzroczna polityka zagraniczna Polski jest dzis dla nas
priorytetem ktorego nie wolno przegapic tym bardziej, ze znow nad
naszymi glowami dochodzi do sojuszy(Niemcy-Rosja) ktorych nie wolno
bagatelizowac. Uwazam ze dla dobra Polski trzeba cala moca w to
wchodzic utrzymujac trdycyjnie dobre uklady z Ameryka. Tylko czy
to nie za malo? - wobec amerykanskiej retoryki: "kto nie z nami
ten przeciw nam". Wazne zebymy nie obudzili sie z reka w nocniku...
Pozdrawiam Gabrysie.



Temat: Sądy to nie państwo w Państwie - to służba
ciąg dalszy objaśnień
bx16 napisał:

> rzeczywistość pokazuje, iż w Polsce nadszedł czas na wprowadzenie
> zmian do wzorca - naturalna kolej rzeczy,

na pewno jednak nie w kierunku proponowanym przez Ciebie

> bo to o co mnie chodzi to WYŁĄCZNIE TRYB UDZIELANIA WŁADZY i to nie tylko
> sędziom. Twierdzę, iż prawdziwa demokracja to taki system, w którym KAŻDA
> władza jest dana bezpośrednio przez obywateli,

jak z tegpo wynika, nigdzie na świecie nie ma demokracji i brak na nią widoków.

> No a wybraź sobie (jeśli potrafisz), że np. piekarze zakładają Krajową Radę
> Piekarzy i otrzymują od Państwa władzę przyjmowania do zawodu nowych piekarzy
i
> rozliczania swoich członków z jakości pieczywa jakie pieką. Czy każda
> reklamacja klienta byłaby traktowana jak atak na całe środowisko piekarzy?

Analogia jest całkowicie chybiona, ponieważ KRS nie jest organem samorządu
sędziowskiego lecz organem państwowym m.in. nadzorującym pracę sądów i sędziów.

> No i kiedy by się podniosły głosy, że za mało zarabiają więc nie mogą piec
> dobrego chleba, itd.

a co, ktoś tak twierdzi?

> Nominacje
> ) sędziowskie są wyjęte ze wszechogarniającego Polskę uypolitycznienia
> wszystkich
>
> ale za to są w pełni "usędziowione" więc jest jeszcze gorzej bo hermetyczne
> środowisko

mylisz się głęboko - zob. powyżej

> ) stanowisk. Tu partie i grupy polityczne nie mają nic do gadania.
Wprowadzenie
>
> ) wybierania (!?) sedziów spowodowałoby w jedenj chwili to, że stanowiska
> ) sędziowskie stałyby się łupem partyjnym i polem do kolejnych "uzgodnień"
> ) i "parytetów".
>
> ciekawe jak? będą mówić ludziom na kogo mają głosować? albo co? fałszować
> dyplomy ukończenia studiów prawniczych? i np. 20 letniego doświadczenia w
pracy
>
> adwokackiej/radcowskiej/prokuratorskiej?

Tak tak, oczywiście, partie polityczne w ogóle nie interesowałyby się tym a
kandydatów zgłaszaliby sąsiedzi...

> I czy zasłaniając się niezawisłością pisaliby uzadnienia wyroków przez kilka
> miesięcy od ich wydania (przykład z tzw. autopsji)

co ma zaleganie z napisaniem uzasadnienia wspólnego z niezawisłością?

> bo lista tych z II instacji jest ograniczona do sądu okręgowego - czyli to
> losowość pozorna.

Nie. To zależy, czy sąd okręgowy jest II instancją w danej sprawie czy
apelacyjny. Nie za bardzo jednak rozumiem, co w takim razie proponujesz w
zamian? Losowanie spośród sędziów WSZYSTKICH sędziów danego rzędu z całej
Polsce??? I oni tak sobie będą przez okrągły rok jeździć po całej Polsce w
zależności od tego, gdzie zostaną wylosowani???? Kto za to będzie płacił???
Może TY!?

> ) ) ) Widzę, że chyba nie czytasz prasy a na tym forum znalazłeś się wczora
> ) j, sk
> ) ) oro
> ) ) ) nie widzisz, że opinia publiczna domaga się maksymalnie częstego stos
> ) owani
> ) ) a
> ) ) ) tymczasowego wresztowania.
>
> bo widzi kuriozalne zachowanie środowiska sędziowskiego - macie słaby PR

dlaczego piszesz do mnie w liczbie mnogiej? Nie jestem i nie byłem sedzią. Poza
tym żadanie aresztowania wszystkich nie ma nic wspólnego z oceną sędziów.

> ) ) widać czytamy różne gazety
> )
> ) Ja czytam GW, Rz. i Życie. Czytam też fora w internecie i wszędzie widze
> głosy
> ) typu: "Policja i prokuratura łapią bandytów/złodziei/aferzystów
(niepotrzebne
> ) skreślić) a sąd ich wypuszcza".
>
> problemem nie jest decyzja - tylko siła jej uzasadnienia. tak jak z
> wychowywaniem dzieci. argument ".

W Polsce (i nie tylko) obowiązuje zasada minimalizacji środka zapobiegawczego.
To pozbawienie kogoś wolności trzeba bardzo mocno uzasadnić a nie decyzję o
poręczeniu majątkowym albo dozorze policyjnym.
Dodam do tego, że decyzja o tymczasowym aresztowaniu nie zależy od widzimisię
sędziego ani od oczekiwań społeczeństwa, lecz od warunków wyraźnie określonych
w k.p.k.

mn




Temat: Sądy to nie państwo w Państwie - to służba
mn7 napisała:

>
> otóż to. Niestety jakaś dziwna moda panuje w Polsce na dyskutowanie na
tematy,
> o których nie ma się pojęcia. Kiedy jest się kilka razy z rzędu złapanym na
> ignorancji to wtedy się obraża tego, kto akurat się na tym zna.

jeszcze raz powtarzam - tematem moich spostrzeżeń NIE SĄ przepisy kpk, kpc, kk,
kc, kp itd. tylko podejście środowiska sędziowskiego do społeczeństwa, któremu
ma służyć. w związku z tym nie interesowałem się poruszanymi przez mn7
argumentami o przepisach takich to a siakich.

> Jak żywo w tym wątku żadnych kodeksów chyba nie cytowałem, prostowałem tylko
> błędne informacje.

dyskusja o poglądach ma to do siebie, że nie ma w niej błędnych informacji bo
każdy ma prawo do dowolnych poglądów

>
> Nicx mi się nie wydaje. Ty i Tobie podobni jesteście najlepszym dowodem, że
> sytuacja w tej mierze jest w Polsce dramatyczna. Gdziekolwiek na zachodzie
> ludzie mahją bez porównania większe pojęcie o mecganizmach regulujących życie
> społeczne, niż u nas. Nad czym bardzo boleję.

no właśnie ten twój styl: "Gdziekolwiek na Zachodzie..." - byłeś wszędzie? masz
taką wiedzę jak jest na zachodzie? jakie tam są mechanizmy regulujące życie
społeczne? czy tylko czytałeś o tym w jakiejś gazecie? Ja nie używam tego typu
argumentów bo to jest właśnie demagogia, która przez ciebie przemawia.

>
> > I jeszcze jedno. Postęp cywilizacji ma to do siebie, że ktoś musi być
> > prekursorem zmian poprzez robienie rzeczy jako pierwszy, więc tak czy siak
>
> > argument w stylu: "Nigdzie na świecie nie wybiera się sędziów w wyborach
> > bezpośrednich i dlatego to zły pomysł"
>
> Na pewno nie używałem takiego argumentu. Wręcz przeciwnie - tłumaczyłem Ci
> dlaczego byłby to beznadziejny pomysł.

A wiesz, że jak dotąd nie przekonałeś mnie. nadal uważam, że jakość sądzenia
(wydawania wyroków) znacznie by się poprawiła gdyby sędziowie byli wybierani w
bezpośrednich wyborach (dla jasności: oczywiście spośród osób spełniających
ostre kryteria merytoryczne) - w systemie kadencyjnym z wymianą połowy składu w
1/2 kadencji.

>
> Chciałbym tylko uświadomić ci jedno -
> że niezawisłość nie jest dla sędziów - jest dla ciebie i dla mnie - żebyś to
> Ty i żebym ja mógł się czuć pewien, że zostanę potraktowany w sposób wolny od
> nacisków.

dlatego właśnie chcę wybierać sędziego SAM bez pośrednictwa różnych
dobrodziejów i wiedzących lepiej ode mnie kto powinien mnie osądzać. Wybiorę
źle, mój problem, ale przynajmniej mogłem wybrać (oczywiście na zaaszie
jednomandatowych okręgów wyborczych/rejonów)

> Nacisków kogokolwiek - na przykład kogoś opd kogo zależałoby
> stanowisko sędziego.

i właśnie teraz system jest dużo, dużo gorszy pod tym względem - bo stanowisko
sędziego zależy np. od innych sędziów i prezydenta, a później od prezesa sądu,
który jest wybierany przez innych sędziów (podległych później sobie), a
pociągnięcie do odpowiedzialności wymaga zgody innych sędziów. Nie mam żadnej
pewności, że sędzia wydaje niezawisły i sprawiedliwy wyrok więc chcę zmiany
systemu.



Temat: Land Rover cena wolności
Land Rover cena wolności
Materiał do przemyśleń dla wszystkich, którym podoba się komfort związany z
możliwościami aut terenowych Land Rover.

Wiosną 2002 chcąc zrobić niespodziankę żonie pojechałem do dealera Land
Rovera by kupić samochód Freelander Td automat. Do dealera, bo pracownicy
tzw. wyłącznego importera nie potraktowali mnie poważnie, uznając, że mnie
pewnie nie stać (to był znak). Z niespodzianki nici, bo okazało się, że
trzeba zapłacić zaliczkę i czekać ok. trzech miesięcy. Pal licho pomyślałem,
zaczekam. Czekałem cztery miesiące. Byłem wściekły, bo ufając w termin
trzech miesięcy sprzedałem Toyotę żony i musiałem robić za taksówkę przez
miesiąc. Mieszkamy na wsi pod Warszawą i dwa auta to niezbędne minimum.
Dealer nie udostępnił mi samochodu zastępczego, bo nie wymaga tego tzw.
wyłączny importer.

Przeżyłem i to, bo sprzedawca (pracownik dealera) był miły i w sumie niczemu
nie winien.

Samochód dotarł do mnie 2 września 2002. Byłem zachwycony, żona też. Czarny,
błyszczący - wsiadłem i pojechałem do domu bogatszy o gratisowe dywaniki i
antynapad od dealera za opóźnienie.

Pierwsze tankowanie - pół godziny później - obchodzę samochód i widzę, że
prawy przedni błotnik odstaje, bo nie jest zlicowany z burtą, we wnętrzu
uszkodzona rączka drzwi i charczący głośnik. Zadzwoniłem do dealera i jego
miły pracownik powiedział, że to niemożliwe, więc pojechałem doń by
zobaczył. Uwierzył, zrobił zdjęcia i powiedział, że błotnika nie da się
zlicować na poczekaniu bo musi to zrobić blacharz (błotniki są plastikowe).
Blacharz tzw. wyłącznego importera w Warszawie wyznaczył termin za miesiąc.
Nieźle pokancerowany sprzęt za 117 tyś PLN. Wiedziałem, że angielski towar
to nie japończyk, ale sprzedawanie takiej jakości to duża zniewaga.

Problem z błotnikiem sam się niestety rozwiązał, bo 2 tygodnie później żona
miała niegroźną stłuczkę z autobusem, który "obrał" Freelandera ze
wszystkich plastikowych gadżetów z przodu.

Dealer zachował się ładnie przysyłając holownik.

Trzy dni później wyjeżdżaliśmy na wakacje i w ekspresowym tempie musieliśmy
załatwić formalności ubezpieczeniowe. PZU w Piasecznie okazało się bardzo
sprawne i mimo nacisków punktu centralnej bazy danych PZU o wypadkach by
skierować auto do naprawy u tzw. wyłącznego importera (stanowczo odmówiłem)
pozwolono mi zostawić samochód do naprawy u miejscowego dealera. Części
miały przyjść po dwóch tygodniach. Pojechaliśmy spokojnie na wakacje.

Wracamy i dowiadujemy się, że nie ma części bo rzeczoznawca PZU coś pokręcił
i zamiast 19.09.2002 zostały zamówione 26.09.

OK., pomyślałem to jeszcze 7 dni i będą. Nic z tego. Po mojej interwencji u
tzw. wyłącznego importera dowiedziałem się, że może dojdą do 15 listopada,
czyli dwa miesiące po wypadku.

Tzw. wyłączny importer nie ma zamiaru udostępnić klientowi samochodu
zastępczego, bo po co - przecież samochód zapłacony, a wolność kosztuje.

Ta cała afera to moja wina (przepraszam żonę), bo uległem jej impulsowi i
kupiłem pojazd, którego losem jest bycie ciągle modernizowaną i udoskonalaną
nówką z adresem u tzw. wyłącznego importera.

Przepraszam także pana Toyotę, którego zdradziłem w chwili słabości - ja już
nigdy więcej...

Przepraszam zacnych Anglików z Land Rovera i Amerykanów z Forda (do nich
należy ta marka), że pomyślałem o nich źle wiele razy podejrzewając, iż
jakiś tam Polaczek nie jest dla nich poważnym klientem.

Przepraszam także tzw. wyłącznego importera za złe myśli o nim i jego
serwisie i za to, że zgrzeszyłem marzeniem o wykluczeniu go z dystrybucji
jakichkolwiek pojazdów wymagających profesjonalizmu.

Przepraszam na koniec mój rower górski za to, że nie nazywam go "RAV 4
górski" lub "jeep górski".

Wszystkie opisane fakty są niestety prawdziwe, a ich zbieżność z osobami i
sytuacjami deprymująco nieprzypadkowa.

C.d.n.

free_lander@gazeta.pl
  • zanotowane.pl
  • doc.pisz.pl
  • pdf.pisz.pl
  • chadowy.opx.pl



  • Strona 3 z 3 • Wyszukiwarka znalazła 114 wypowiedzi • 1, 2, 3